piątek, 3 stycznia 2014

Zrób coś dla siebie


Zmusiłam się. Ćwiczę (hurra!). Pierwsze dni były okropne, ale z każdym następnym jest lepiej. Wydaje mi się, że moja kondycja nieco się poprawia. Być może sobie wmawiam, ale to nic. Sprawia mi to przyjemność. Chodakowską to ja raczej nie zostanę. To więcej niż pewne. Jednak dobrze się czuję z myślą, że jestem w czymś lepsza niż przedtem.
Już tak nie zipię po sprincie do autobusu czy wejściu po schodach. Niestety do niedawna, po większym wysiłku, mój oddech przypominał odgłos lokomotywy z astmą. Nie dość, że czułam, iż moje płuca lada moment spoczną na dłoniach i będę mogła odłożyć je na kilkanaście minut na półkę, to jeszcze wszyscy się gapili! Zatykało mnie tak mocno, że sapanie ustawało dopiero po przejechaniu czterech przystanków. Na szczęście jęzor chował się już po dwóch. Mina współpasażerów? Bezcenna. 
W sumie to nawet im się nie dziwię. Czasami można zobaczyć w ich oczach, co dokłanie myślą. Pierwszym spostrzeżeniem jest konsternacja. "Matko, co się dzieje? Ktoś przewozi psa? Musi być strasznie duży!". Potem wodzą wzrokiem po całym środku transportu miejskiego i... odnajdują mnie. "O rany! Ależ ona dyszy. Musiała szybko biec. Chociaż nie. Sądząc po tych butach na wysokim obcasie jest to raczej niemożliwe". 
Oczywiście, że nie jest to możliwe. Gdybym biegła szybciej to zamiast łapać łapczywie stęchłe powietrze autobusowego żaru, plułabym zębami na chodnik.
Pasażerowie jadący do pracy rozmyślają dalej, jak długo jeszcze będę naśladować świstaka, bo oni by się jeszcze zdrzemnęli lub pokontemplowali nad swoim bytem lub niebytem. A ta wstrętna zasapana i spocona baba im nie daje. W tym momencie uderza ich myśl, że mogliby być na moim miejscu. Ziać sto razy gorzej, głośniej i dłużej. Zrobiliby z siebie widowisko. 
Widzę srebrzyste uśmiechy rozciągające się na ich spokojnych twarzach. Cieszą się, że nie są na moim miejscu i radośnie zaczynają nowy dzień.
Nie wzrusza mnie to. Łapię ostatni głęboki oddech. Prostuję się. Przechodzę w najluźniejszą część środka komunikacji i kontynuuję swoją podróż. Po jakimś czasie zwalnia się miejsce, które czym prędzej zajmuję. Wyciągam książkę i dochodzę do siebie uprzyjemniając sobie dalszą część podróży.

Muszę się pochwalić, bo nie wytrzymam. Dzisiaj sapałam tylko trzy przystanki. Jest postęp, jest postęp! Warto robić coś dla siebie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"wypisz się" :)